, ,

Joel Xavier, Ron Carter – In New York CD

59,99 

Nr katalogowy: GMC011

🎧 Posłuchaj w Streamingu

Udostępnij na:

Lista utworów:
1.Silence 04:39
2.Happiness 02:37
3.Dream 03:17
4.Moments 03:27
5.Maria 03:21
6.Memories 04:36
7.Destiny 03:29
8.Simple Things 04:22
9.Life 02:26

Spośród wszystkich dialogów w jazzie spotkanie gitary akustycznej z kontrabasem może być najbardziej intymne, a zarazem jedno z najrzadszych. Takie spotkanie może zakończyć się sukcesem tylko wtedy, gdy pomiędzy dwoma muzykami rozwinie się delikatne, dopracowane zestrojenie, a między nimi chemia, która zaowocuje ślepym zrozumieniem. Muszą być pokrewnymi duszami, tworząc coś w rodzaju tajnego braterstwa. Ale ci dwaj muzycy, o których mowa, to dziwna para braci: jeden z nich nie skończył nawet trzydziestu lat życia, drugi wspomina pięć dekad wkładu w historię jazzu. Zaczynając od wybrzeży Lizbony, gdzie odkrywcy tacy jak Vasco Da Gama wyruszali w pełne przygód podróże, młodszy podbił międzynarodową scenę muzyczną, podczas gdy jego starszy odpowiednik był zaangażowany w tworzenie nowoczesnego jazzu w wąskich uliczkach między drapaczami chmur Manhattanu. Znali się dopiero kilka minut przed rozpoczęciem wspólnej pracy w studiu. Tym bardziej niesamowita jest zatem magia, którą gitarzysta Joel Xavier i gigant jazzowy Ron Carter stworzyli na potrzeby tego nagrania.

Gitarzysta z Lizbony, Joel Xavier, zawsze był pełen niespodzianek. Urodzenie się w dniu „rewolucji goździków”; gra w piłkę nożną w młodości u boku przyszłej supergwiazdy Luisa Figo; w wieku 23 lat znalazł się wśród najsłynniejszych latynoskich gitarzystów świata. To właśnie w tak zadziwiająco zróżnicowanym środowisku kontynuował kolejne etapy swojej kariery. Ale Joelowi nie wystarczyło dzielenie się sceną jako wirtuozowski partner Larry’ego Coryella, Bireli Lagrene czy Tomatito w USA, Hawanie czy Barcelonie. Cztery lata temu odkrył siebie na nowo – w sposób akustyczny. Styl „nowego musette”, stworzony przez jego przyjaciela Richarda Galliano, zainspirował go do opracowania języka, który łączy jazz i fado w intymnym kontekście i przemawia nowym portugalskim idiomem. To właśnie ten idiom dał początek dziewięciu miniaturom, które możecie zobaczyć na tym nagraniu.

„Kiedy komponowałem ostatnie takty, niespodziewanie uderzyło mnie nazwisko Ron Carter. „Piosenki”, a nie „kawałki”, pamiętajcie, ponieważ Xavier jest piosenkarzem na wskroś. Można odnieść wrażenie, że słucha się tęsknego „fadisty”, gdy zaczyna grać jakiś temat. Nigdy by – w przeciwieństwie do większości muzyków swojego pokolenia – nie zasłaniał melodii, zaczynając zbyt wcześnie improwizować. Najpierw melodia, a potem wirtuozeria, to jego „staromodny” sposób.

Kontaktowanie się z „najlepszym basistą świata” i zaproszenie go jako gościa na Twojej kolejnej płycie może być nieco aroganckie. Ale Xavier był przekonany, że po drugiej stronie Atlantyku ma pokrewną duszę, „piosenkarza” na swoim instrumencie – zupełnie jak on.

Rytm, swing, a zwłaszcza melodia – gra Cartera łączy w sobie wszystkie te zalety. Oczywiście zna sytuację duetu – wystarczy pomyśleć o jego arcydziełach z Jimem Hallem z lat 70. I z pewnością zna puls muzyki latynoskiej: jego nagrania z Jobimem, Airto Moreirą i Hermeto Pascoalem są legendarne. Ale i tak było zaskoczeniem, gdy Carter zgodził się na sesję. Xavier wysyła swoje kompozycje, a następnie zostaje powitany w nowojorskim studiu. Chwilę później rozpoczyna się wspaniały, trzygodzinny dialog: „Mimo ogromnej różnicy wieku Ron traktował mnie jak równego sobie muzyka” – mówi Xavier. „Początkowo planowałem dodać do aranżacji drugą ścieżkę gitarową. Jednak szybko zdałem sobie sprawę, jak intymna była atmosfera naszego grania, jak wiele przestrzeni to otworzyło. Ron był bardzo miłym facetem, dużo śmialiśmy się z muzycznych żartów – i od tego czasu jesteśmy bliskimi przyjaciółmi.”

Zatem tutaj możemy być świadkami wyjątkowej, bliskiej współpracy: „neo fado” Xaviera z różnymi możliwymi do wykonania odmianami łączy się z elastyczną podstawą Cartera, czasami wychodząc w zrelaksowany, swingujący sposób. Posłuchajcie, jak cichy, folklorystyczny patos gitary łączy się z glissandami wesołego przerywnika Cartera w „Moments”. Słodko-gorzkie „saudade” znajduje odzwierciedlenie w drobnej i dużej zmianie „Marii” – nostalgicznych wspomnień wygnania w Nowym Świecie. A w „Destiny” żałosna melodia rozpływa się w żywą, wahadłową rytm improwizacji. Przyjaźń transatlantycka jest przypieczętowana; portugalska dusza mocno zakorzeniona w jazzowym sercu Ameryki. Nigdy wcześniej wody rzeki Hudson nie słyszały takich dźwięków.

 

Shopping Cart
Scroll to Top